sobota, 18 maja 2013

Czy to nie dziwne, jak jeden dzień może zmienić resztę życia? Nie tylko mojego, ja zginę, ale co będzie z Eveline... Z Lauren... I z tatą... Czy cokolwiek wróci do normy po mojej śmierci? Czy tata i siostra poradzą sobie? 
-Soundy? - rozlega się nade mną głos Merry. -Wstawaj! Jesteśmy w Kapitolu! - uśmiecha się szeroko i rzuca mi w twarz bluzką o sporym dekolcie. -Ubierz się złotko, śniadanie już gotowe! - i z szerokim uśmiechem opuszcza mój przedział. 
Dopiero teraz się orientuję, że jesteśmy w pociągu, podróż trwała zaledwie dobę. W tych luksusach wydawało mi się, że jedziemy raptem parę godzin. 
Wstaję z niewiarygodnie wygodnego łóżka, podchodzę do szafy i wyjmuję z niej zieloną bluzkę i spodnie. Wchodzę do ogromnej łazienki i próbuję zorientować się jak działa prysznic. Po chwili już wszystko rozumiem: w prawo pokrętłem i blady guzik - zimna woda, a w lewo pokrętłem i ciemny guzik to woda ciepła. Są też opcje takie jak zapach czy kolor wody. 
Biorę zimny prysznic, ubieram się i idę na śniadanie. 
-No w końcu! - w głosie Merry słychać lekką pretensję. -Gdzieś ty była!
-Uciekłam z pociągu, żeby uciec do 13. - odpowiadam sarkastycznie. 
-Siadaj. - mówi poważnie Merry Rayan. 
Bez słowa zjadam śniadanie i idę do mojego przedziału, nie obchodzi mnie, że od jakiejś godziny jesteśmy w Kapitolu, nie chcę zwiedzać. Nawet nie mogę. 
Wyglądam przez okno, właśnie pojawił się pociąg, na którym widnieje wielki napis "4", z drugiej strony okna stoją pociągi z numerami: "2" i "1". Czyli czekamy  jeszcze na osiem dystryktów.  
****
W końcu wysiadamy, na peronie jest pełno Kapitolończyków. Dookoła mnóstwo kolorowych twarzy, kocich pyszczków i peruk. Wszyscy krzyczą i śmieją się. To udziela się też mi, sama uśmiecham się szeroko, jakbym nie miała zginąć w przeciągu tego tygodnia. Inni trybuci są ponurzy, jedna dziewczyna płacze. Wydaje mi się, że zwracam na siebie uwagę... Bo przecież... To chyba dziwne, że osoba, która ma niedługo zginąć jest taka radosna. Ale ja NIE zginę. Przeżyję jak najdłużej się da. Zrobię to dla Eveline, dla taty... I dla Lauren, chociaż jest trochę inna. 
Wszyscy trybuci kierują się do wielkiego budynku, w którym jest pewnie Centrum Odnowy.
***
-Au! - krzyczy ktoś zza kotary, która otacza stół na którym leżę. 
Moje nogi są woskowane, włosy przycinane, a paznokcie doprowadzane do stanu perfekcyjności.
-Nie jesteś jak inni trybuci... Z poprzednich lat. - mówi kobieta o twarzy podobnej do pyszczka jednego z psów, które widziałam pośród Kapitolończyków. Zajmuje się moimi paznokciami.
-...Taka zadbana... - dopowiada kobieta o kocim pyszczku, a jej zielone natapirowane włosy sterczą na wszystkie strony. 
-...Na pewno pochodzisz z bogatszej rodziny! - kończy mężczyzna z irokezem i w pomarańczowych kolczykach.
-Nie. - odpowiadam cicho. 
-Nie? - dziwią się wszyscy. -Ale wyglądasz jakbyś jednak była bogatsza...
-Ale NIE jestem.!
-Oj nie bulwersuj się tak! - miauczy kobieta o pyszczku kota, na jej stroju zauważam plakietkę z napisem "Stella", to pewnie jej imię.
Po tabliczkach dowiaduję się, że mężczyzna to Cory, a kobieta o psiej twarzy nosi imię Filly. 
-Jesteś gotowa! - piszczy Filly. -Czas na kąpiel!
Cory podnosi mnie i niesie do wanny wypełnionej jakimś dziwnym płynem koloru śliwkowego. 
Po jakimś czasie zostaję wyjęta z galaretowatego świństwa. 
-A teraz poznasz Angel! - piszczy z podniecenia Stella. 
Cory wynosi mnie z pomieszczenia z wanną i wnosi mnie do ciemnego pokoju poobwieszanego plakatami, albo raczej projektami. Na małym fotelu siedzi zapewne Angel. 
-Ehem. - odchrząkuje Cory i wychodzi.
-Witaj! - piszczy niska osóbka ubrana w obcisłe spodnie, kamizelkę i beret. -Jestem Angel! Twoja stylistka! - Angel wprost promienieje pozytywną energią, a mi znów udziela się Kapitoloński zapał, uśmiecham się szeroko i czekam na strój do parady trybutów. 
-Dzień dobry. - mówię trochę nieśmiało, choć na ogół raczej taka nie jestem. 
-Mam dla ciebie cudny strój Soundy! - piszczy.
-Jej! - mówię uradowanym tonem.
Angel podchodzi do wieszaka, którego wcześniej nie widziałam i zdejmuje z niego mój strój na paradę. 
-Ale! - krzyczy nagle patrząc na mnie. -Co za szopa! Ekipa Przygotowawcza TEGO nie poprawiła?! - domyślam się, że chodzi o włosy. 
Stylistka bierze do ręki nożyczki i sama przycina mi włosy.
-O niebo lepiej. - mruczy z zadowoleniem i pomaga mi ubrać strój. 
To, co mam teraz na sobie nie jest ani ładne, ani brzydkie. Jest OK i bardzo mi się podoba: Mam na sobie spódnicę w coś, co miało chyba przypominać procesor... Peleryna jest z tego samego materiału. Mam na sobie bluzkę ozdobioną guzikami i aluminiowe skrzydła poduszkowca. Na dłoniach są rękawiczki, które wyglądają jak z metalowej siateczki, są lekkie i pięknie błyszczą. Mój pępek jest odsłonięty. Z włosów upiętych w dla koki wystają antenki, mam mocny makijaż, a na moim policzku widnieje coś pomiędzy nutką a błyskawicą. 
-Wyglądasz super! - cieszy się Angel. 
Uśmiecham się szeroko. 
***
Jadę rydwanem zaprzęgniętym w czarnego konia. Inni trybuci wyglądają na smutnych, a ja znów tryskam optymizmem. Na wielkim ekranie pojawia się moja twarz, uśmiechnięta i promienna. Unoszę rękę i macham to ludzi na trybunach. 
Po chwili zamiast mojej twarzy pojawia się twarz dziewczyny z Siódemki. Zdaję sobie sprawę, że jeśli miałabym mieć z kimś sojusz, to właśnie z nią. 
Pokazują się twarze innych trybutów, tylko ja się uśmiecham. 
Wstaje prezydent, przemawia i kończy oficjalnym "I niech los zawsze wam sprzyja!". 
***
-Wyśpijcie się! - woła Merry. -Jutro wywiad!
Idę do swojego pokoju, padam na łóżko i od razu zasypiam.
***
-Hej! POBUDKA! - to Angel, próbuje mnie obudzić. 
Podnoszę się i lekko uśmiecham.
-Dzisiaj wielki dzień! Zjedz śniadanie i idziemy cię przygotować!
Pospiesznie zjadam śniadanie. Wszystko jest pyszne.! 
***
Po całym dniu chemicznych kąpieli, czesania, malowania i lakierowania, jestem gotowa. 
Mam na sobie zwiewną sukienkę z falbankami u dołu, buty na koturnie i złoty naszyjnik. Włosy są rozpuszczone, a ja pachnę różami. 
-Wyglądasz prześlicznie! - zachwyca się Angel.
-Wiem! - śmieję się. 
-Uważaj, za chwilę zacznie się show!
Wszyscy trybuci stoją jeden za drugim, sukienki, garnitury... Otaczający mnie gwar nie zmywa jednak uśmiechu. I nagle wszystko ucicha, głos Caesar'a Flickerman'a niesie się po sali. 
-WITAJCIE! WITAJCIE! POMYŚLNYCH IGRZYSK I NIECH LOS ZAWSZE WAM SPRZYJA! 
Tłum szaleje, a Caesar kłania się nisko.
-Oto i przedstawiciel dystryktu pierwszego! - na scenę wchodzi przedstawiciel Jedynki. 
***
Ze sceny schodzi trybutka z 2.
-A TERAZ POWITAJMY TRYBUTKĘ Z DYSTRYKTU TRZECIEGO!
Wchodzę na scenę wśród oklasków.
-Witaj. - mówi Caesar. -Jak masz na imię?
-Jestem Soundy - odpowiadam z uśmiechem. 
-Miło mi. Zauważyłem... Może nie tylko ja... Że jako jedyna ze wszystkich uśmiechałaś się. Prawda? - kłum ryknął potwierdzająco, a ja wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. 
-Chyba masz rację... Lubię się uśmiechać!
-Odpowiedz proszę na kilka pytań... No więc... Co czułaś gdy zostałaś wylosowana?
-Hmm... - zastanawiam się. -Chyba byłam przerażona... Mam siostrę... Chorego tatę... Nie wiem, czy poradzą sobie beze mnie. - Ceasar uśmiecha się krzywo.

-A co powiedziałaś bliskim? - teraz ja uśmiecham się półgębkiem.
-Właściwie to chyba nic takiego... Moja siostra... Ona była BARDZO szczera wobec mnie...
-Tak? - Ceasar podsyca publiczność. -Co takiego powiedziała?
-Że na 100% zginę przy rogu. - publiczność wybucha śmiechem, ja tylko trochę chichoczę. Czuję, że lekko się rumienię. -I w tedy obiecałam sobie, że postaram się przeżyć Rzeź.! Tylko po to, żeby pokazać jej, że jednak mam choćby 1% szansy na przeżycie! - mówię zwycięskim tonem. 
-Hah. - śmieje się Ceasar wraz z widownią. -Jeszcze tylko opowiedz coś o sobie. - uśmiecha się dziarsko.
-No więc... - zaczynam. -Moją najlepszą przyjaciółką jest Lauren, mam siostrę Eveline. Zajmuję się techniką, znam się trochę na komputerach i innych podobnych sprzętach. I... To chyba wszystko! - uśmiecham się szeroko do widowni. 
-NO DOBRZE! MAM NADZIEJĘ, ŻE ZAPAMIĘTACIE SOUNDY COUD! Z DYSTRYKTU 3!
Tłum krzyczy radośnie, kiedy schodzę ze sceny, muszę poczekać do końca wywiadów. Jestem okropnie zmęczona. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz