poniedziałek, 29 kwietnia 2013
THG
Usta stylisty poruszają się, ale nic nie słyszę; kapsuła (nie kapusta!) jest szczelna.
Macham do niego na pożegnanie, pewnie już nigdy go nie zobaczę. Może niezbyt mi pomógł na paradzie, ale to przecież mój stylista! A jeśli nawet dostanę coś od sponsorów, będzie to też częściowo jego zasługa.
-Żegnaj. - mówię, chociaż wiem, że nic nie usłyszy.
Kapsuła jedzie w górę, serce wali mi jak młotem. Nigdy nie myślałam, że zostanę wylosowana na dożynkach, przecież tylko trzy razy zgłosiłam się po astragale!
Oślepia mnie światło, mimo, że niebo jest lekko zachmurzone. W powietrzu czuć wilgoć, coś średnio przyjemnie pachnie, nie mam pojęcia gdzie jestem.
Słyszę krzyk jednego z trybutów, zaraz po tym rozlega się wybuch. Biedak! Zachwiał się i spadł z podestu.!
Na mojej twarzy rozbryzguje się błoto z krwią trybuta, co za mieszanka!
Dopiero teraz uświadamiam sobie gdzie jestem; arena znajduje się na bagnach. Na horyzoncie majaczy ciemny kontur (pewnie lasu). Dookoła podestu, w promieniu mniej-więcej 5 metrów jest coś w rodzaju piasku zmieszanego w błotem, nie chciałabym tam wpaść.
Rozglądam się, parę osób wygląda na zdezorientowanych, jakiś chłopak wydaje się przymierzać do skoku...
-9... 8... 7... 6... 5... 4... 3... 2... 1...
Rozlega się gong, wszyscy zeskakują z podestów i biegną ku Rogowi Obfitości.
Biorę jak największy rozbieg na tej małej platformie, i skaczę.
Jedną nogą ląduję w błocie, ale teraz już wiem, że to bardziej ruchome paski.
Kawałek za mną ląduje dziewczynka, bodajże z Trójki, ma ledwo 12 lat, na pewno zgłaszała się po astragale... Chcę jej pomóc, wyciągnąć ją z tego bagna, ale jeden z Zawodowców pozbawia ją głowy.
Jest mi niedobrze, chcę wymiotować, nie zniosę długo widoku trupów.
Podbiegam do Rogu Obfitości i chwytam pierwszy-lepszy plecak, małą procę; chwytam też cienką deskę.
Biegnę w stronę lasu, ciemnego kształtu na kle nieba. Skaczę nad bajorem z piasko-błotem, ale wiem, że nie przelecę takiej odległości. Szybko wkładam pod siebie kawałek drewna przypadkowo złapany przy Rogu; ledwo utrzymuję na niej równowagę.
Nie mam jak dopłynąć do brzegu, teraz mogę sobie spokojnie dryfować czekając, aż ktoś mnie zestrzeli.
Usadawiam się w miarę wygodnie i przyglądam walce.
Pada chłopak z Piątki, ginie para trybutów z Dziesiątki, dziewczyna z Siódemki pada pozbawiona ręki, a po chwili też głowy.
Trupy, trupy... Nawet nie wiem, czy chłopak z mojego dystryktu jeszcze żyje.
Wymiotuję, niestety, soki żołądkowe nie zapadają się w błoto jak trybyci z nie wiem nawet którego dystryktu. Przy jednej z platform z piasku wystaje tylko ręka, która i tak zaraz znika w mazi.
Coś dotyka moich pleców, serce podskakuje mi do gardła, prawie spadam z drewienka. Powoli odwracam się, w odległości ręki zauważam cienką tykę. W krzakach dostrzegam May, dziewczynę z (chyba) Ósemki.
Możliwe, że chce zawrzeć ze mną sojusz, ale możliwe też, że chce mnie po prostu zabić.
No cóż, jak to mówią: "Ryzyk fizyk".
Chwytam kij i przyciągam się do brzegu, zajmuje mi to trochę czasu, ale w końcu czuję pod stopami twardy grunt.
-Dziękuję. - mówię, ale mojej wybawicielki nigdzie nie ma, pewnie uciekła w obawie, że zechcę ją zabić.
Zarzucam na plecy brudnozielony plecak i biegnę w stronę ciemnej linii lasu.
Wpadam do kałuży, szybko wyczołguję się z niej i biegnę dalej.
Znów się potykam, nie mam już siły biec.
Jestem już prawie w lesie, dziwnym lesie. Nigdy jeszcze nie widziałam takich drzew. Ich korzenie wystają ponad wodę, przypominając klatki. Między nimi, w wodzie unoszą się bure kłody.
Przysiadam na kamieniu; chce mi się pić i jestem głodna.
To śmieszne! Jestem na bagnach, dookoła mnie woda i błoto, a ja nie mam co pić!
Wystrzał armatni, pierwszy... Drugi... Trzeci... Trzynastu poległych!
Otwieram wilgotny plecak, z jego wnętrza wygrzebuję małą butelkę wody... Na razie jednak nie umrę z pragnienia!
W plecaku jest jeszcze: paczka suszonego mięsa, gruby koc (który zdążył już nasiąknąć wodą), mała buteleczka czegoś, co jak wskazuje etykietka, nazywa się "jodyna". Z samego dna torby wygrzebuję aluminiową butelkę i... Szkiełko?
Biorę parę łyków wody i pakuję wszystko z powrotem do plecaka.
Do czego służy jodyna?
Szybko zapada zmrok, na niebie ukazuje się godło Kapitolu. Znów słyszę armatę. Razem czternastu poległych jednego dnia! Rozlega się hymn Panem, zamiast herbu ukazują się twarze poległych. Wśród nich jest May, dziewczyna, która pomogła mi wyjść na brzeg...
czwartek, 11 kwietnia 2013
SPAM
Moja koleżanka, która ma wielki talent do pisania zmieniła nazwę bloga i pomagam jej. Wejdziesz ;* ?
KIEDYŚ :you-have-to-squeeze-into-your-jeans.blogspot.com
TERAZ: just-imagine-something.blogspot.com
Dziękuję, Pietruszka
KIEDYŚ :you-have-to-squeeze-into-your-jeans.blogspot.com
TERAZ: just-imagine-something.blogspot.com
Dziękuję, Pietruszka
Pietrucha
Siemka,
Jestem Natka i mam 13 lat, wołają na mnie Pietruszka i tak się będę podpisywać. Lubię pisać opowiadania, śpiewać, tańczyć i grać w siatkówkę. Mam mnóstwo pomysłów na przyszłość i myśli, które często są po prostu głupie. Jak każdy miewam momenty załamania, ale mam osoby, które są przy mnie i to się liczy. Problemy... lubię pomagać ludziom w ich rozwiązywaniu i nie lubię budyniu. ;D To tyle wstawię wam jakieś stare opowiadanie na historię, a potem wymyśle coś z sensem.
TO JEST BEZSENSU. I TERAZ PISZĘ DUŻO LEPIEJ ALE MACIE.
…I nagle zobaczyłam moją przyjaciółkę, która była poniżana przez kolegów z gimnazjum. Zrobiło mi się przykro, ale nie mogłam jej pomóc, bo i tak bym nic nie zdziałała. Pomyślałam sobie, że gdyby byli tu chłopcy z naszej klasy. Niestety ich tu nie było. Chłopcy to niczego się nie boją są jak ze stali. Następnego dnia w szkole Kasia przychodzi z siniakiem na twarzy. Nauczyciele pytają się, co się stało, lecz unika odpowiedzi i mówi, że uderzyła się. Jak było naprawdę to wiem tylko ja.
Dziś znowu spotkałam Kasię dręczoną przez tych samych chłopaków. Bałam się, lecz przełamałam się i podeszłam do nich. Spytałam się, czemu dręczą tak Kasię i czy mogą zostawić ją w spokoju. Wyśmiali moje słowa i kiedy złapałam Kasię za rękę i zaczęłyśmy uciekać pobiegli za nami. Byłyśmy bardzo przestraszone. Prawie nas doganiali. Nagle niewiadomo, czemu skręciłyśmy i znalazłyśmy się w ślepej uliczce. Wydawało nam się, że znamy w tym mieście każdą uliczkę, lecz myliłyśmy się. Teraz nie było ratunku z odczuciem bezsilności musiałyśmy przyjąć „łomot” od młodzieży. Byli z siebie zadowoleni. Nazajutrz znalazła nas p. Genia leżące na chodniku nieprzytomne. Bardzo się przestraszyła. Z pomocą p. Henia wciągnęli nas do mieszkania. Kobieta obmyła nam twarz i położyła do łóżka oraz zadzwoniła do naszych rodziców. Przestraszeni rodzice zabrali nas do domu. Gdy odzyskałam przytomność opowiedziałam rodzicom, że potrącił nas rowerzysta. Ale z naszej winy, bo szłam ścieżką rowerową. Rodzice nie byli zadowoleni, ale następnego dnia puścili mnie do szkoły. Cała klasa pytała się, dlaczego nas nie było, a my każdemu mówiliśmy, co innego. W końcu powiedziałyśmy chłopakom z naszej klasy. Powiedzieli, że znają tych ludzi i sobie z nimi pogadają. Tak jak myślałam chłopcy załatwili tą sprawę. Jednak wciąż z Kasią poimy się wyjść same. Bardzo ucieszyło nas to, że chłopcy od razu zdecydowali się nam pomóc. W końcu naszej klasy nikt nie zastąpi. Nauczyciele uważają, że tak zgranej grupy jeszcze w życiu nie widzieli. Bardzo cieszy nas ich zdanie. Mamy nadzieje, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy. Rodzice, gdy dowiedzieli się co naprawdę się stało byli pod warzeniem jak dzieci umieją nazmyślać. Nie mieli pretensji, ale byli zdenerwowani, ze nie powiedziałyśmy o tym od razu. Lecz wytłumaczyłyśmy, że chciałyśmy to ukryć.
Dobrze, ze mamy takich dobrych rodziców, którzy nas rozumieją. Chłopcy za pobicie mają rozprawę z sadzie, która skierowała szkoła. Już więcej nikt nie podskakuje naszej klasie.
pietruszka
Jestem Natka i mam 13 lat, wołają na mnie Pietruszka i tak się będę podpisywać. Lubię pisać opowiadania, śpiewać, tańczyć i grać w siatkówkę. Mam mnóstwo pomysłów na przyszłość i myśli, które często są po prostu głupie. Jak każdy miewam momenty załamania, ale mam osoby, które są przy mnie i to się liczy. Problemy... lubię pomagać ludziom w ich rozwiązywaniu i nie lubię budyniu. ;D To tyle wstawię wam jakieś stare opowiadanie na historię, a potem wymyśle coś z sensem.
TO JEST BEZSENSU. I TERAZ PISZĘ DUŻO LEPIEJ ALE MACIE.
…I nagle zobaczyłam moją przyjaciółkę, która była poniżana przez kolegów z gimnazjum. Zrobiło mi się przykro, ale nie mogłam jej pomóc, bo i tak bym nic nie zdziałała. Pomyślałam sobie, że gdyby byli tu chłopcy z naszej klasy. Niestety ich tu nie było. Chłopcy to niczego się nie boją są jak ze stali. Następnego dnia w szkole Kasia przychodzi z siniakiem na twarzy. Nauczyciele pytają się, co się stało, lecz unika odpowiedzi i mówi, że uderzyła się. Jak było naprawdę to wiem tylko ja.
Dziś znowu spotkałam Kasię dręczoną przez tych samych chłopaków. Bałam się, lecz przełamałam się i podeszłam do nich. Spytałam się, czemu dręczą tak Kasię i czy mogą zostawić ją w spokoju. Wyśmiali moje słowa i kiedy złapałam Kasię za rękę i zaczęłyśmy uciekać pobiegli za nami. Byłyśmy bardzo przestraszone. Prawie nas doganiali. Nagle niewiadomo, czemu skręciłyśmy i znalazłyśmy się w ślepej uliczce. Wydawało nam się, że znamy w tym mieście każdą uliczkę, lecz myliłyśmy się. Teraz nie było ratunku z odczuciem bezsilności musiałyśmy przyjąć „łomot” od młodzieży. Byli z siebie zadowoleni. Nazajutrz znalazła nas p. Genia leżące na chodniku nieprzytomne. Bardzo się przestraszyła. Z pomocą p. Henia wciągnęli nas do mieszkania. Kobieta obmyła nam twarz i położyła do łóżka oraz zadzwoniła do naszych rodziców. Przestraszeni rodzice zabrali nas do domu. Gdy odzyskałam przytomność opowiedziałam rodzicom, że potrącił nas rowerzysta. Ale z naszej winy, bo szłam ścieżką rowerową. Rodzice nie byli zadowoleni, ale następnego dnia puścili mnie do szkoły. Cała klasa pytała się, dlaczego nas nie było, a my każdemu mówiliśmy, co innego. W końcu powiedziałyśmy chłopakom z naszej klasy. Powiedzieli, że znają tych ludzi i sobie z nimi pogadają. Tak jak myślałam chłopcy załatwili tą sprawę. Jednak wciąż z Kasią poimy się wyjść same. Bardzo ucieszyło nas to, że chłopcy od razu zdecydowali się nam pomóc. W końcu naszej klasy nikt nie zastąpi. Nauczyciele uważają, że tak zgranej grupy jeszcze w życiu nie widzieli. Bardzo cieszy nas ich zdanie. Mamy nadzieje, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy. Rodzice, gdy dowiedzieli się co naprawdę się stało byli pod warzeniem jak dzieci umieją nazmyślać. Nie mieli pretensji, ale byli zdenerwowani, ze nie powiedziałyśmy o tym od razu. Lecz wytłumaczyłyśmy, że chciałyśmy to ukryć.
Dobrze, ze mamy takich dobrych rodziców, którzy nas rozumieją. Chłopcy za pobicie mają rozprawę z sadzie, która skierowała szkoła. Już więcej nikt nie podskakuje naszej klasie.
pietruszka
niedziela, 7 kwietnia 2013
#1 Louis
Cześć Wam. xx
Mam na imię Dagmara i mam 15 lat. Jestem jedną z autorek tego bloga. Na początek chciałabym dodać tutaj moje dwa opowiadania.
Niall: http://nobody-compares-to-you.blogspot.com/
Larry: http://everytingsgonnabealright.blogspot.com/
A teraz macie ode mnie imagina z Lou.
ZBOCZUCHY ^^
IMAGIN +18
Mam na imię Dagmara i mam 15 lat. Jestem jedną z autorek tego bloga. Na początek chciałabym dodać tutaj moje dwa opowiadania.
Niall: http://nobody-compares-to-you.blogspot.com/
Larry: http://everytingsgonnabealright.blogspot.com/
A teraz macie ode mnie imagina z Lou.
ZBOCZUCHY ^^
IMAGIN +18
07.04.13r.
Godzina : 16:00
- Impreza trwa w najlepsze, a ja nie mogę go znaleźć.! - narzekałaś szukając Louisa.
Wyszłaś na taras, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i na spokojnie pomyśleć gdzie mógł teraz się znajdować. Byliście parą od dwóch lat i żadnych kłótni jaszcze nie przeszliście. Miłaś nadzieję, że tak pozostanie. Zobaczyłaś kogoś przy altance w ogrodzie. Od razy poznałaś ukochanego, ale nie był sam. I on... CAŁOWAŁ HARRY'EGO.?! No chyba kurwa nie.! Louis jest gejem.? Przecież powiedziałby mi...
Sama nie wiedziałaś, co teraz o tym myśleć. Weszłaś więc z powrotem do domu i poszłaś do waszego pokoju - Twojego i Louisa. Położyłaś się na łóżku, w uszy wetknęłaś słuchawki i włączyłaś 'Kiedyś odnajdziemy siebie' Juli.
Sama nie wiedziałaś, co teraz o tym myśleć. Weszłaś więc z powrotem do domu i poszłaś do waszego pokoju - Twojego i Louisa. Położyłaś się na łóżku, w uszy wetknęłaś słuchawki i włączyłaś 'Kiedyś odnajdziemy siebie' Juli.
~*~
- I jak.?
- Nic...
- Na pewno.?
- W 100% stary...
- No to test zakończony. Nie jesteś gejem.
- Uff. Całe szczęście - odetchnął Harry z ulgą.
- Chodźmy już do domu, bo długo nas nie było.
- Okey - powiedział Harreh i zmierzwił włosy Louisa.
- Nic...
- Na pewno.?
- W 100% stary...
- No to test zakończony. Nie jesteś gejem.
- Uff. Całe szczęście - odetchnął Harry z ulgą.
- Chodźmy już do domu, bo długo nas nie było.
- Okey - powiedział Harreh i zmierzwił włosy Louisa.
~*~
Louis' POV*
Nasz pokój to ostatnie miejsce gdzie mogłaby pójść [T.I]. Powoli otwarłem drzwi. Jej oczy wlepiły się we mnie, ale po chwili wróciła do swojej poprzedniej pozycji i nie zważała na mnie.
- [T.I]... Co jest.?
- Jak to co.? Nie wiesz.? - zapytała śmiertelnie poważnie.
- Nie wiem. Powiedz proszę...
- Dobra, zapytam wprost. Louis... Czy Ty jesteś gejem.?
- Skąd Ci to przyszło do głowy.? - zapytałem ze śmiechem.
- Może stąd, że całowałeś się z Harrym.?
- Hahahaha. Ale to on chciał sprawdzić czy jest gejem. Dlatego go pomiziałem...
- Ach tak... Jakoś Ci nie wierzę...
- To zaraz uwierzysz.!- powiedziałem i zacząłem ją całować.
Dziewczyna odruchowo zaczęła pogłębiać pocałunki. Delikatnie pchnąłem ją na łóżko i znów wróciliśmy do słodkich buziaków. Zdjąłem jej zwiewną białą bluzeczkę i zacząłem obdarowywać pocałunkami jej dekolt, brzuch, a potem znów wpiłem się w jej usta.
- [T.I]... Co jest.?
- Jak to co.? Nie wiesz.? - zapytała śmiertelnie poważnie.
- Nie wiem. Powiedz proszę...
- Dobra, zapytam wprost. Louis... Czy Ty jesteś gejem.?
- Skąd Ci to przyszło do głowy.? - zapytałem ze śmiechem.
- Może stąd, że całowałeś się z Harrym.?
- Hahahaha. Ale to on chciał sprawdzić czy jest gejem. Dlatego go pomiziałem...
- Ach tak... Jakoś Ci nie wierzę...
- To zaraz uwierzysz.!- powiedziałem i zacząłem ją całować.
Dziewczyna odruchowo zaczęła pogłębiać pocałunki. Delikatnie pchnąłem ją na łóżko i znów wróciliśmy do słodkich buziaków. Zdjąłem jej zwiewną białą bluzeczkę i zacząłem obdarowywać pocałunkami jej dekolt, brzuch, a potem znów wpiłem się w jej usta.
*3 osoba*
Zdjęłaś jego T-Shirt i odrzuciłaś gdzieś na podłogę. Louis oderwał się od Ciebie i zaczął dobierać do Twoich spodni. Spojrzał na ciebie pytająco, a Ty pokiwałaś tylko głową na zgodę. Brytyjczyk uśmiechnął się ponętnie i kontynuował. Po chwili jego spodnie, tak jak i Twoje, leżały gdzieś na podłodze. Byliście w samej bieliźnie. Chłopak delikatnie sunął palcem wzdłuż linii Twojego kręgosłupa, a kiedy doszedł do zapięcia odparłaś :
- Ej... Lou, ale zamknąłeś drzwi.?
- Tak zamknąłem.
- Ok, no więc kontynuujmy.
Sprawnie poradził sobie ze stanikiem. Delikatnie zaczął pieścić dłońmi Twoje piersi, a potem składał na nich pocałunki. Znów wpił się zachłannie w Twoje usta i powoli zjechał ręką w okolice podbrzusza. Delikatnie wjechał palcami pod cieniutką gumkę Twoich koronkowych majtek. Ściągnął je, a Ty rozsunęłaś uda dając mu większy dostęp. Wsunął delikatnie dwa palce w Twoją kobiecość, a Ty jęknęłaś z rozkoszy. Złapałaś gumkę jego bokserek, ale on zatrzymał Twoją rękę.
- Jeszcze nie skończyłem. - powiedział seksownym zachrypiałym głosem po czym znów zatonął w Twoich ustach. Zjeżdżał coraz niżej od szyi po piersi, następnie brzuch, podbrzusze,a potem do Twojej kobiecości.
Tam się zatrzymał i zaczął z Tobą drażnić. Całował, wsuwał, a następnie wysuwał język. Wplotłaś palce w jego gęste, czekoladowe włosy, a on zaczął całować Twoją szyję. Wtedy znów sięgnęłaś do jego bokserek, tym razem jednak nie protestował. Szybko znalazły się na drugim końcu pokoju. Przejechałaś palcami po jego przyrodzeniu. Zadrżał pod wpływem Twojego dotyku, zauważając t zaczęłaś pocierać szybciej, a on przyspieszył oddech. Po chwili chwycił Cię za nadgarstki i przyciągnął do siebie tak, że znalazłaś się na nim.
- Kocham ciebie i tylko Ciebie. - powiedział i musnął Twoje usta.
Chwilę później poczułaś jak zatapia w Tobie swoją męskość. Krzyknęłaś z bólu gdy w Ciebie wchodził, jednak potem z każdym jego ruchem czerpałaś coraz więcej przyjemności. Przyspieszył tępo, z Waszych ust wydobywały się dźwięki rozkoszy i pożądania. Jeszcze bardziej przyspieszył doprowadzając tym Ciebie i Twoje ciało do szaleństwa. Po kilku minutach wygięłaś się w łuk krzycząc jego imię. Oboje doszliście w tym samym czasie, a Ty poczułaś w sobie przyjemnie rozpływające się ciepło. Louis opadł na miejsce obok ciebie.
- Teraz mi wierzysz.? - zapytał.
- Wierzyłam od początku... Chciałam sprawdzić jak się zachowasz i muszę przyznać wyszło Ci to całkiem...całkiem...
- Gdybyś mnie tak nie wykończyła to bym Cię udusił, ale nie mam siły.
- Nie gadaj tylko ciesz się chwilą, palancie. - zaśmiałaś się.
Długo jeszcze bawiliście się swoimi dłońmi, patrząc jak cudownie ze sobą kontrastują. Po dziesięciu minutach Louis przykrył Was kołdrą i zasnął wtulając się w Twoje wciąż ciepłe ciało.
- Ej... Lou, ale zamknąłeś drzwi.?
- Tak zamknąłem.
- Ok, no więc kontynuujmy.
Sprawnie poradził sobie ze stanikiem. Delikatnie zaczął pieścić dłońmi Twoje piersi, a potem składał na nich pocałunki. Znów wpił się zachłannie w Twoje usta i powoli zjechał ręką w okolice podbrzusza. Delikatnie wjechał palcami pod cieniutką gumkę Twoich koronkowych majtek. Ściągnął je, a Ty rozsunęłaś uda dając mu większy dostęp. Wsunął delikatnie dwa palce w Twoją kobiecość, a Ty jęknęłaś z rozkoszy. Złapałaś gumkę jego bokserek, ale on zatrzymał Twoją rękę.
- Jeszcze nie skończyłem. - powiedział seksownym zachrypiałym głosem po czym znów zatonął w Twoich ustach. Zjeżdżał coraz niżej od szyi po piersi, następnie brzuch, podbrzusze,a potem do Twojej kobiecości.
Tam się zatrzymał i zaczął z Tobą drażnić. Całował, wsuwał, a następnie wysuwał język. Wplotłaś palce w jego gęste, czekoladowe włosy, a on zaczął całować Twoją szyję. Wtedy znów sięgnęłaś do jego bokserek, tym razem jednak nie protestował. Szybko znalazły się na drugim końcu pokoju. Przejechałaś palcami po jego przyrodzeniu. Zadrżał pod wpływem Twojego dotyku, zauważając t zaczęłaś pocierać szybciej, a on przyspieszył oddech. Po chwili chwycił Cię za nadgarstki i przyciągnął do siebie tak, że znalazłaś się na nim.
- Kocham ciebie i tylko Ciebie. - powiedział i musnął Twoje usta.
Chwilę później poczułaś jak zatapia w Tobie swoją męskość. Krzyknęłaś z bólu gdy w Ciebie wchodził, jednak potem z każdym jego ruchem czerpałaś coraz więcej przyjemności. Przyspieszył tępo, z Waszych ust wydobywały się dźwięki rozkoszy i pożądania. Jeszcze bardziej przyspieszył doprowadzając tym Ciebie i Twoje ciało do szaleństwa. Po kilku minutach wygięłaś się w łuk krzycząc jego imię. Oboje doszliście w tym samym czasie, a Ty poczułaś w sobie przyjemnie rozpływające się ciepło. Louis opadł na miejsce obok ciebie.
- Teraz mi wierzysz.? - zapytał.
- Wierzyłam od początku... Chciałam sprawdzić jak się zachowasz i muszę przyznać wyszło Ci to całkiem...całkiem...
- Gdybyś mnie tak nie wykończyła to bym Cię udusił, ale nie mam siły.
- Nie gadaj tylko ciesz się chwilą, palancie. - zaśmiałaś się.
Długo jeszcze bawiliście się swoimi dłońmi, patrząc jak cudownie ze sobą kontrastują. Po dziesięciu minutach Louis przykrył Was kołdrą i zasnął wtulając się w Twoje wciąż ciepłe ciało.
Louis' POV* - z perspektywy Louisa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że pierwszy imagin tutaj Wam się podoba. x
~ insecurelove.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)